Mam tą samą dolegliwość o której piszecie od ponad 20 lat- z mniejszymi lub większymi przerwami. Po raz pierwszy pojawiła mi się na ustach jak przygotowywałam się do matury, żaden dermatolog mi wtedy nie pomógł na dłuższy czas i właściwie żyję sobie z tym już szmat czasu. Oprócz zainfekowanych ust rozprzestrzenia mi się to na skórę twarzy-broda, nos, powieki gorne lub dolne. Bardzo często liszaje atakują mi ręce, szyję a nawet plecy. Jestem alergikiem, w sezonie wiosennym biorę leki od alergologa, mam bardzo wrażliwą skórę (w kierunku azs). Już nie zliczę ile pieniędzy wydałam na prywatnych dermatologów, którzy pomagali na krótką chwilę a każde leczenie kończyło się niezliczoną ilością maści i dermokosmetyków zalegających w łazience, które miały w końcu pomóc. Nie szaleję z kosmetykami kolorowymi, oprócz tuszu do rzęs i kredki do brwi praktycznie niczego nie używam. Marzę o czerwonej pomadce na codzień ale nieliczne próby pomalowania ust na większe wyjścia wieczorem konczyly się potem efektem papieru ściernego na ustach.
Moje obserwacje odnośnie tego schorzenia na przestrzeni ponad 20 lat:
- pomagają suplementy na skórę (olej z wiesiołka w tabletkach, wit.B, D),
- słońce początkowo pomaga ale potem tylko zaostrza problemy i trzeba smarować usta balsamem z spf,
-ciężkie, bagate kremy z wit.c, retinolem peptydami wzmagają problemy,
-lekkie płyny micelarne, z prostym składem do mycia twarzy pomagają,
-objawy ZAWSZE zaostrzały się na skutek długotrwałego stresu,
- przetworzone jedzenie, alkohol (nawet lampka wina, szczególnie czerwonego albo szampan, Słodycze (!), nabiał, Pomidory, Chleb pszenny, pizza, owoce morza, wędzone Ryby, Orzechy ZAWSZE pogłębiały objawy na ustach i ogólnie na całym ciele,
- jak przechodziłam na dietę - odchudzającą, bazującą na nieprzetworzonym jedzeniu wszystko ustępowało i nie pojawiało się do momentu silnego stresu, po którym zaczynalam jesc przetworzone jedzenie i wszystko powracało.